
Weekend Marzen... tym razem z Pepikami:) W piątek spakowałam niezbędnik Maszyn, i wyruszyłam na drugi koniec korytarza zadomowic sie u Jany i Franty. Cholernie domowa atmosfera, totalny kontrast do mojego i Laurki pokoju. Mały rozpindziel, niepościelone łóżka, więc od razu poczułam sie swojsko. A!! Minełam sie w drzwiach wejściowych z Laurkowym chłopem.. wielka gadzina.. chłop jak dąb!! J&F (od teraz to bedzie skrót w blogu; Jana i Franta) mają za sąsiada Zbyszka, więc była integracja. Graliśmy w UNO (gra dla dzieci od lat 3, dla niewtajemniczonych: nie do przejscia na trzezwo raczej), wieczorami oglądalismy filmy kung-fu (Zbyszko jest wielkim fanem). J&F sypiają w oldskulowych pidżamkach..takich żywcem z lat 70 (ojciec miał jeszcze niedawno taką:D pozdro dla ojca:P) Franta wstaje rano, robi Janie kawe (mi tez przy okazji), jakies sniadanie.. taaaaak mi sie z nimi mieszkało. Najlepszy motyw: Jana puka do kibla. Zajęte. Jana: Hurry up!! I must make...eee...James Brown. Jamesa Browna przerobiliśmy pózniej na Bobby Browna, ale to juz inna historia znad Jeziora.. W niedziele wybielaliśmy sie naszą czwórcą (J&F,Ja,Zbyszko), ale po drodze spotkaliśmy.... Renatke!!!! (tralalala...) która zaszczyciła nas swoją osobą.. cały czas oblewał mnie zimny pot. Dreszcze i takie tam reakcje.. przeżyłam jakoś. Jarun (tak nazywa sie jezioro) jest na bank zamieszkiwane przez potwora.. Big bottle of Ożujsko!!! ha! Zdjęc znad Jaruna nie ma, bo nawet nie chciało mi sie wyciągac aparatu (przez Renatke), ale za to są zdjęcia zdobyczy z sobotniego wypadu na targ staroci. Ja wróciłam z pustymi rękoma.. nie kupiłam nic poza ciastkiem z czekoladą i butelką Ożujska, ale za to J&F zrobili naprawde porządny szoping. Franta zakupił rower (teraz mogą śmigac sobie razem....:)), Jana kupiła wypchane zwierze do noszenia jako szal na szyji, a Zbyszko korale z koralowca dla swojej girlfriendiczki (mamy ostatnio obsesje na punkcie przerabiania wyrazów na chorwacko-brzmiące).
Nigdy w życiu nie widziałam tyyyylu handlujących Romów... handel dosłownie wszystkim. Pod koniec, w ostatnich godzinach handlu, ze wszystkich stron było słychac tylko: Sve pa desat kuna!, Sve pa desat kuna! Wszystko po 10 kun. A zwierz co se Jana kupiła to też chyba kuna...:)

1 komentarz:
Na zdjeciu z targu,- fota w prawym grnym rogu: Chopcy smietnikowcy:D
Prześlij komentarz