piątek, 28 marca 2008

NAN DE SKA



Koncert w Purgeraju. Miejscowy produkt. Nan de ska. Taaakie tam sobie. Jana & Franta zostali w akademiku tym razem (Jana jest chora). Zabrałam ze sobą Zbyszka i w Purgeraju dołączyliśmy do Horkiego. Na trasie tramwajowej jest przystanek Zagrebczanka.. Zaczelismy mixowac słowa i z nan de ska wyszlo nam ZagrebczankaSkankaPanka. Zahaczylismy o temat Renatki też, i Zbyszko wyznał, że on na prawde starał sie z nią rozmawiac, ale na prózno... Reasumując- Renatka jest typem człowieka, który mówi o niczym, i myśli ze wystarczy się ładnie do wszystkich uśmiechac tylko. W Purgeraju Zbyszkowy wąs robił furrore, a po 2 Ożujsko Freszach chłop nawet zaczą tańcowac, i wyostrzył mu się węgierski akcent w angielskim:D Dziś jest dzień off, z reszta pogoda się zkiepściła, i nawet się nie chce wychodzic z akademika.. Musze zacząc sie pakowac, bo za 2 godziny przyjezdza chłop Laurki, i przenosze sie na weekend do Pepików. I straszny błąd dzis popełniłam- poszłam zjeśc obiad, i zrobiłam experyment- wziełam risotto z kalmarami... pierwszy i ostatni raz. Nie miały co prawda konsystencji plastiku (Młody- to do ciebie) ale definitywnie nie mój typ.

Brak komentarzy: