
poniedziałek, 31 marca 2008
Open er market plus wakacje u Pepitów

piątek, 28 marca 2008
NAN DE SKA

wtorek, 25 marca 2008
LANY PONIEDZIAŁEK BEZ DESZCZU part II
Jeszcze mały skok w niedaleką przeszłośc. W poniedziałkowy wieczór postanowiliśmy połączyc siły, i wyruszyc w teren, czy w końcu, jak zwyklismy ostatnio powiadac "Drink some Ożujsko???". Umawiałam się w Krivi Put z Horkim też, ale chłopak nie dotrwał do naszego przyjscia niestety, zmogło go szybko. (Dostałam smsa potem, ze tomorrow we can drink from 21 till the morning. hahahaha). Jana żaliła się, że Franta obudził ją rano gałązką z bazi, i bidula dostała baty... taki odpowiednik naszego śmingusa:D Chłop moze okładac cholerną gałązką kobite tak długo, do póki starczy mu zwrotek wierszyka, który klepie podczas biczowania. Oczywiście każdego roku powstają nowe zwrotki, więc ciężko mają holki... Jak skończy, holka musi dac... pisanki. Franta się chwalił, że teraz ma 4 jajka. Ha!! Zbyszko opowiedział nam conieco o Mateuszu z Pl: moje podejżenia odnośnie jego bakteriofobii się sprawdziły!! Cały dzień szorował łazienke podobno!!! Powyższe zdjęcia- wieczór w Krivi Put. A dziś za to pierwszy dzień po świętach na akademii. Posiedziałam całkiem długo. I uświadomiłam sobie, dlaczego 16 to najlepsza godzina zjawiania się na uczelni: Pierwsza sprawa, to to, że nikogo czasem juz o tej porze nie ma. Można spokojnie popracowac , i nikt nie przeszkadza. Druga sprawa- jak sie kroji posiadówa, to 16 jest najlepsza porą na wsiąknięcie w towazystwo. Dziś po raz pierwszy pełna kultura- po zajęciach patrzyliśmy na film. Mają tak co tydzień. Śmieszne siedziska w pomieszczeniu w którym oglądaliśmy były... jak ławy w kościele. Obywatel Kane. W wersji in inglisz...:/poniedziałek, 24 marca 2008
LANY PONIEDZIAŁEK BEZ DESZCZU
Nie biegają tu na szczęście z wiadrami, więc spokojnie mogłam wyjśc na zewnątrz, tym bardziej, ze w końcu wyszło troche słońca. Deszcze sie skończyły. Krótko, zwięzle i na temat, czyli senny przedpołudnie w Zagrzebiu: Einsturzende Neubauten- juz wkrótce w Moczvarzee!!!!!! Jeeeeeeee!!!! Zielony satanizujący kozioł- nie mam pojęcia co to, ale też Mocvara. Wygląda zachęcająco. I w dolnym rogu po prawej- książka na która wpadam zawsze jak wysiadam z tramwaju jadąc na uczelnie. Odkładam do skarbonki:D Natomiast w lewym dolnym rogu po lewej- taki drobny świąteczny akcent. Alleluja.niedziela, 23 marca 2008
Świąteczny przegląd
Święta na obczyznie okazaly się czasem sprzyjającym integracji. Zaczne przegląd od czwartkowego popołudnia, kiedy to poszłam na uczelnie z zamiarem popracowania. NIe dało sie. Jedna wielka biba. Zostałam prawie siłą wciągnięta do pracowni obok. Bambus oczywiście lał sie hektolitrami. Poznałam chłopa, co jest Romem (z pracowni obok) i patrzyłam na jego obrazki. Takie małe realistyczne portreciki. Jeden obok drugiego na ścianie. I między nimi coś kompletnie innego: obrazek do opisania jednym zdaniem: granatowe tło i zółta smuga na całą jego szerokośc. Stjepan (bo tak sie chłop nazywa) opowiadał przejętym głosem, ze to jest jego najlepszy obraz, i przedstawia on globalne ocieplenie. Bo ma schizy ostatnio, i cały czas o tym mysli, i ze jest 'really affraid of global warming' (hahaha). O 21 zamykaja zawsze uczelnie, wiec przenieslismy sie do Purgeraju i były tańce. Na dobra muze trafliśmy- kawałki z Blues Brothers, Pulp fiction etc. W piątek tradycyjnie wielkie lenistwo po nocnych harcach. Laurka opuscila mnie wlasnie w piatek popołudniu, wiec mam pokój dla siebie. Z reszta to prawie bez róznicy, bo Laurki przeciez i tak cały czas nie ma. Wczoraj, czyli w sobote postanowilam zapukac do Ceepusowców, i zorganizowac wyprawe na drugi koniec miasta, na żarcie. Sa święta, i nie wszędzie można łatwo coś zjeśc. Po wspólnej świątecznej wieczerzy urządziliśmy sobie uroczy wieczór z Youtubem (...i poczułam sie jak na plebiscytowej) Powyżej zlepek zdjęc z wczoraj. Renatki nawet nie pytalismy, czy chce sie przyłaczyc, wiec marne szanse, ze kiedykolwiek bede ja mogla zaprezentowac na blogu. środa, 19 marca 2008
Nici z mojego zdrowego tygodnia. Kruszyna z Włoch zapukała z propozycją wyjścia gdzieś. Dobrze sie złożyło, bo chwile wczesniej dostałam smsa od Horkiego czy mam ochote wyjsc do Purgeraju (koncertownia). Trafiłyśmy akurat na kapele ze Słoweni.. miejscami podobny klimat do H-Blockx. Ale tak w sumie to marnie dosy.. Warto było iśc z dwóch powodów. Pierwszy to nos wokalisty - Adrian Brody:D, (nie mogłam oderwac oczu. Od nosa), a drugi powód to perkmen. Taaaaaki żywioł!!!!! Jedno oko na nos, a drugie na perkmena. Ciężko, ale dałam rade. Okazało sie też, ze Catherina to niezłe ziółko musi byc (mówiłam, ze cicha woda!!!!) Studiuje we Florencji, i wynajmuje tam mieszkanie z 3 starszymi chłopami. Fajne to dziewcze, szkoda tylko, ze zostaje tu na miesiąc... Wrzucam kawałek koncertu, mam nadzieje że będzie śmigac. I kawe sobie kupiłam. Zapas z PL sie skończyl. I tragedia... pic sie tego nie da. Za cholere nie wchodzi.
poniedziałek, 17 marca 2008

Pierwsze arty onlajn:D Zbilam se nowego blejta dzis, i jutro moge juz pojechac z drugim obrazkem. Dobra tempo- jeden w ciągu 2 tygodni??? Szkoda że w Kato sie nie pracuje w takim tempie;D.. Wczorajsza Mocvara- rewela. Coś jak nasz rodzimy, Chorzowski Zanzibar, tylko bardziej HC. Pocisnełam z Pepitami, Zbyszkiem, i kruszyną z Włoch, ale na końcu dziewcze dało dupy... odprowadziła nas do Mocvary i cos tam zaczela jęczec, ze zjadła cos niedobrego i zle sie czuje. (Wspolczuje jej, bo jak wracala, to walneło mega gradem z nieba) Zbyszko tez cos nie w sosie byl, i caly czas wyglądał, jakby chciał sie powiesic. Pytam o co chodzi, ale nie chcial sie podzielic swoim problemem niestety. W efekcie o 22 kiedy zaczynal sie koncert, Zbyszko wrocil ładnie do akademika, bo...-jak sie okazalo- kobieta mu kazala (haha!!! Co sie z tymi chłopami dzieje???) Spotkałam Horkiego w środku, i jak poznałam go z Pepitami, pierwsze pytanie, to czy mają squot w Pradze:D Trza sie wybrac za tydzien do Mocvary na 80sy, maja zajebisty plakat z Michaelem Jacksonem reklamujący impreze. Pepity juz sa chetne na takie wyjacia, wiec jest dobrze. Spotkałąm dzis Zbyszka, i zrzucił wreszcie kamień z serca... Okazało sie ze jego laska jest w Paryzu, i on sie do niej wybiera w czerwcu, tylko zabukował tiketa nie w tym tygodniu kiedy ona ma wolne... Łączmy sie więc ze Zbyszkiem w bólu:P
niedziela, 16 marca 2008

sobota, 15 marca 2008


piątek, 14 marca 2008
Dobre tramwaje tu maja. Nie ma rozkładów, a wszystko śmiga dosłownie co minute. Orbit tracą smak za to po 5 minutach. Trza chodzic na uczelnie. Zawsze jak sie wybiore, to dzien ma jakies nieoczekiwane zakonczenie:) Nastepny obrazek będzie z chorwackim znakiem i chorwackim napisem, bo ileż można w kółko tłumaczyc tego żurawia:D Rozmawiałam wczoraj poraz drugi z moim mentorem- prof. Roncevicem. Rozmowa w stylu: Jaki idzie??? - dobrze. To dobrze. Mam wolną ręke i dużo czasu. Usłyszałam w pracowni dobry chorwacki mjuzik. Chyba dobry przynajmniej na pierwszy rzut. Laufer sie nazywają. W drodze z uczelni do akademika zaskoczył mnie sms od Horkiego (Horki to taki chłop baryłka co jest aktywistą w tutejszym squocie, jakies tam akcje organizuje- marchewki zamiast bomb, czy cos tam). Wylądowałam w Studenckim Centrar na schodach na holu. Niezle śpiewaja chorwaci. Spiewny naród jak cholera. Na uczelni cały czas ktos spiewa. A w Studenckim Centrar spiewali kawałki z mjuzikalu Hair (od razu miałam comeback z ostatnich dni w polszy na plebiscytowaj:D)I to jak śpiewali!!!! łogień!! A przy okazji- poznalam wczoraj Ognia. Chlop co ma tak na imie.I nowe miejsce dobre poznałam. Nazywa sie Krivi Put, co oznacza tyle samo, co po angielskiemu Wrong Way. Na pierwszy rzut taka melina, cos w stylu Grosika, tylko jeszcze na scianach namalowane socjalistyczne wersje bohaterow kreskówek Disneya. ale w srodku.. Ella Fitzgerald z winyla i takie tam niuanse. Przydatny zwrot z wczorajszych lekcji chorwackiego: Daj mi piwo. Tak samo:D A przed sekundą spotkałam chłopa z Polszy, co tu jest tez na CEEPUSIE z Wrocka (studiuje serbski, taki cipek) i okazuje sie ze nawet on juz Węgra (nie Bułgara, sorry) pozna. Wszyscy juz wegra poznali. Ja sie chyba nie doczekam. Węgier- człowiek widmo.
środa, 12 marca 2008

Sie działo. Całkiem sporo nawet. Wczoraj wyskoczyła mi niezwykle urodziwa opryszczka- prawdopodobnie efekt uczulenia na Renatke. Bułgar juz przyjechał, ale dla mnie pozostaje dalej człowiekiem widmo. Moje przeczucia znowu sie sprawdziły: Renatka ma w koncu kolege do którego moze sie odezwac. Juz widziałam jakies karteczki w drzwiach po bułgarsku, i takie tam. Oczywiscie słodka Renia nie pomysli o jakims wspolnym wyjsciu, zeby inni tez mogli poznac Bulgara. Wczoraj mialam okazje nawet wyjsc sie pokazac i przywitac z nowym, slyszalam ich na korytarzu razem, ale jak slysze Renatke to mną trzepie. Serio. Dawno nikt tak na mnie nie działał. Wystarczy ze sie tylko odezwie (szczesliwie nie robi tego za czesto) to mną normalnie trzepie. Drgawek dostaje cholernych. Nabuzowana pocisnelam na uczelnie sie wyładowac, i juz myslałam, ze podłączenie do netu (w koncu!!!) będzie jedynym pozytywnym akcentem tego dnia, a tu.... seprajz!!! Juz zamykali uczelnie, gdy nagle zjawił sie jakiś chłop z pracowni obok. Piętro niżej jest pracowniana imprezka. Tłumaczyłam wszystkim co znaczy zdanie z obrazka "przebywanie w zasięgu pracy żurawia zabronione", poznałam Jeleny, Romany, Goranów, Marków, sączyliśmy Bambusa (nie banana) (tu sie tak nazywa mix czerwonego wina z Colą) i juz czułam ze znajduje wspólny język. W koncu ludzie z którymi czuje jakąs nic porozumienia!!! Myślałam że grzecznie pójde do akademika, a tu sie okazuje, ze ekipa jedzie na impreze reggae. No to pojechałam. Z łapami wyglądającymi jakbym je maczała w puszcze z czarną ftalą. Mały klub na przedmiesciach. Ba, na zadupiu raczej- blokowiska i pola dookoła. Mjuzik rewela, tańcowanie, jakis chorwacki blancik sie przewiną w tłumie...W sobote gra Paprika Korps...taki swojski akcent na obczyznie:) Ekipa juz ma przygotowaną całą liste z chorwackim mjuzikiem, którego musze spróbowac, jakies plany nawet nieśmiałe się zaczeły kulac apropo tripu na stopa, na wybrzeze razem:) Może przestane w końcu jęczec??? Ps. Dobre znaki tu mają (vide: zdjecie u góry)
poniedziałek, 10 marca 2008
Integracja in progressss....

