poniedziałek, 31 marca 2008

Open er market plus wakacje u Pepitów


Weekend Marzen... tym razem z Pepikami:) W piątek spakowałam niezbędnik Maszyn, i wyruszyłam na drugi koniec korytarza zadomowic sie u Jany i Franty. Cholernie domowa atmosfera, totalny kontrast do mojego i Laurki pokoju. Mały rozpindziel, niepościelone łóżka, więc od razu poczułam sie swojsko. A!! Minełam sie w drzwiach wejściowych z Laurkowym chłopem.. wielka gadzina.. chłop jak dąb!! J&F (od teraz to bedzie skrót w blogu; Jana i Franta) mają za sąsiada Zbyszka, więc była integracja. Graliśmy w UNO (gra dla dzieci od lat 3, dla niewtajemniczonych: nie do przejscia na trzezwo raczej), wieczorami oglądalismy filmy kung-fu (Zbyszko jest wielkim fanem). J&F sypiają w oldskulowych pidżamkach..takich żywcem z lat 70 (ojciec miał jeszcze niedawno taką:D pozdro dla ojca:P) Franta wstaje rano, robi Janie kawe (mi tez przy okazji), jakies sniadanie.. taaaaak mi sie z nimi mieszkało. Najlepszy motyw: Jana puka do kibla. Zajęte. Jana: Hurry up!! I must make...eee...James Brown. Jamesa Browna przerobiliśmy pózniej na Bobby Browna, ale to juz inna historia znad Jeziora.. W niedziele wybielaliśmy sie naszą czwórcą (J&F,Ja,Zbyszko), ale po drodze spotkaliśmy.... Renatke!!!! (tralalala...) która zaszczyciła nas swoją osobą.. cały czas oblewał mnie zimny pot. Dreszcze i takie tam reakcje.. przeżyłam jakoś. Jarun (tak nazywa sie jezioro) jest na bank zamieszkiwane przez potwora.. Big bottle of Ożujsko!!! ha! Zdjęc znad Jaruna nie ma, bo nawet nie chciało mi sie wyciągac aparatu (przez Renatke), ale za to są zdjęcia zdobyczy z sobotniego wypadu na targ staroci. Ja wróciłam z pustymi rękoma.. nie kupiłam nic poza ciastkiem z czekoladą i butelką Ożujska, ale za to J&F zrobili naprawde porządny szoping. Franta zakupił rower (teraz mogą śmigac sobie razem....:)), Jana kupiła wypchane zwierze do noszenia jako szal na szyji, a Zbyszko korale z koralowca dla swojej girlfriendiczki (mamy ostatnio obsesje na punkcie przerabiania wyrazów na chorwacko-brzmiące).



Nigdy w życiu nie widziałam tyyyylu handlujących Romów... handel dosłownie wszystkim. Pod koniec, w ostatnich godzinach handlu, ze wszystkich stron było słychac tylko: Sve pa desat kuna!, Sve pa desat kuna! Wszystko po 10 kun. A zwierz co se Jana kupiła to też chyba kuna...:)

piątek, 28 marca 2008

Panowie z Nan de ska postanowili zaskoczyc publike, i na koniec zaserwowali nie lada hiciora... Endżoj!!!

NAN DE SKA



Koncert w Purgeraju. Miejscowy produkt. Nan de ska. Taaakie tam sobie. Jana & Franta zostali w akademiku tym razem (Jana jest chora). Zabrałam ze sobą Zbyszka i w Purgeraju dołączyliśmy do Horkiego. Na trasie tramwajowej jest przystanek Zagrebczanka.. Zaczelismy mixowac słowa i z nan de ska wyszlo nam ZagrebczankaSkankaPanka. Zahaczylismy o temat Renatki też, i Zbyszko wyznał, że on na prawde starał sie z nią rozmawiac, ale na prózno... Reasumując- Renatka jest typem człowieka, który mówi o niczym, i myśli ze wystarczy się ładnie do wszystkich uśmiechac tylko. W Purgeraju Zbyszkowy wąs robił furrore, a po 2 Ożujsko Freszach chłop nawet zaczą tańcowac, i wyostrzył mu się węgierski akcent w angielskim:D Dziś jest dzień off, z reszta pogoda się zkiepściła, i nawet się nie chce wychodzic z akademika.. Musze zacząc sie pakowac, bo za 2 godziny przyjezdza chłop Laurki, i przenosze sie na weekend do Pepików. I straszny błąd dzis popełniłam- poszłam zjeśc obiad, i zrobiłam experyment- wziełam risotto z kalmarami... pierwszy i ostatni raz. Nie miały co prawda konsystencji plastiku (Młody- to do ciebie) ale definitywnie nie mój typ.

wtorek, 25 marca 2008

LANY PONIEDZIAŁEK BEZ DESZCZU part II

Jeszcze mały skok w niedaleką przeszłośc. W poniedziałkowy wieczór postanowiliśmy połączyc siły, i wyruszyc w teren, czy w końcu, jak zwyklismy ostatnio powiadac "Drink some Ożujsko???". Umawiałam się w Krivi Put z Horkim też, ale chłopak nie dotrwał do naszego przyjscia niestety, zmogło go szybko. (Dostałam smsa potem, ze tomorrow we can drink from 21 till the morning. hahahaha). Jana żaliła się, że Franta obudził ją rano gałązką z bazi, i bidula dostała baty... taki odpowiednik naszego śmingusa:D Chłop moze okładac cholerną gałązką kobite tak długo, do póki starczy mu zwrotek wierszyka, który klepie podczas biczowania. Oczywiście każdego roku powstają nowe zwrotki, więc ciężko mają holki... Jak skończy, holka musi dac... pisanki. Franta się chwalił, że teraz ma 4 jajka. Ha!! Zbyszko opowiedział nam conieco o Mateuszu z Pl: moje podejżenia odnośnie jego bakteriofobii się sprawdziły!! Cały dzień szorował łazienke podobno!!! Powyższe zdjęcia- wieczór w Krivi Put. A dziś za to pierwszy dzień po świętach na akademii. Posiedziałam całkiem długo. I uświadomiłam sobie, dlaczego 16 to najlepsza godzina zjawiania się na uczelni: Pierwsza sprawa, to to, że nikogo czasem juz o tej porze nie ma. Można spokojnie popracowac , i nikt nie przeszkadza. Druga sprawa- jak sie kroji posiadówa, to 16 jest najlepsza porą na wsiąknięcie w towazystwo. Dziś po raz pierwszy pełna kultura- po zajęciach patrzyliśmy na film. Mają tak co tydzień. Śmieszne siedziska w pomieszczeniu w którym oglądaliśmy były... jak ławy w kościele. Obywatel Kane. W wersji in inglisz...:/

poniedziałek, 24 marca 2008

LANY PONIEDZIAŁEK BEZ DESZCZU

Nie biegają tu na szczęście z wiadrami, więc spokojnie mogłam wyjśc na zewnątrz, tym bardziej, ze w końcu wyszło troche słońca. Deszcze sie skończyły. Krótko, zwięzle i na temat, czyli senny przedpołudnie w Zagrzebiu: Einsturzende Neubauten- juz wkrótce w Moczvarzee!!!!!! Jeeeeeeee!!!! Zielony satanizujący kozioł- nie mam pojęcia co to, ale też Mocvara. Wygląda zachęcająco. I w dolnym rogu po prawej- książka na która wpadam zawsze jak wysiadam z tramwaju jadąc na uczelnie. Odkładam do skarbonki:D Natomiast w lewym dolnym rogu po lewej- taki drobny świąteczny akcent. Alleluja.

niedziela, 23 marca 2008

Świąteczny przegląd

Święta na obczyznie okazaly się czasem sprzyjającym integracji. Zaczne przegląd od czwartkowego popołudnia, kiedy to poszłam na uczelnie z zamiarem popracowania. NIe dało sie. Jedna wielka biba. Zostałam prawie siłą wciągnięta do pracowni obok. Bambus oczywiście lał sie hektolitrami. Poznałam chłopa, co jest Romem (z pracowni obok) i patrzyłam na jego obrazki. Takie małe realistyczne portreciki. Jeden obok drugiego na ścianie. I między nimi coś kompletnie innego: obrazek do opisania jednym zdaniem: granatowe tło i zółta smuga na całą jego szerokośc. Stjepan (bo tak sie chłop nazywa) opowiadał przejętym głosem, ze to jest jego najlepszy obraz, i przedstawia on globalne ocieplenie. Bo ma schizy ostatnio, i cały czas o tym mysli, i ze jest 'really affraid of global warming' (hahaha). O 21 zamykaja zawsze uczelnie, wiec przenieslismy sie do Purgeraju i były tańce. Na dobra muze trafliśmy- kawałki z Blues Brothers, Pulp fiction etc. W piątek tradycyjnie wielkie lenistwo po nocnych harcach. Laurka opuscila mnie wlasnie w piatek popołudniu, wiec mam pokój dla siebie. Z reszta to prawie bez róznicy, bo Laurki przeciez i tak cały czas nie ma. Wczoraj, czyli w sobote postanowilam zapukac do Ceepusowców, i zorganizowac wyprawe na drugi koniec miasta, na żarcie. Sa święta, i nie wszędzie można łatwo coś zjeśc. Po wspólnej świątecznej wieczerzy urządziliśmy sobie uroczy wieczór z Youtubem (...i poczułam sie jak na plebiscytowej) Powyżej zlepek zdjęc z wczoraj. Renatki nawet nie pytalismy, czy chce sie przyłaczyc, wiec marne szanse, ze kiedykolwiek bede ja mogla zaprezentowac na blogu.
Zdobyte linki:
http://www.youtube.com/watch?v=FhWBwIXY44c Tez Bułgaria. Oldskul. Parodie.
http://www.youtube.com/watch?v=OG5oH-ljjrI Czechy. Vtlava. Kapitan Pjesek.
http://www.youtube.com/watch?v=1D49D2otOnA Weird and Yankovic. Parodia under the bridge.
http://www.youtube.com/watch?v=8ILZTiXmftY&feature=relateda to filmiki co robia ludzie na uczelni u Zbyszka z bogdanca. Dla mnie bomba!!!!

środa, 19 marca 2008

Nici z mojego zdrowego tygodnia. Kruszyna z Włoch zapukała z propozycją wyjścia gdzieś. Dobrze sie złożyło, bo chwile wczesniej dostałam smsa od Horkiego czy mam ochote wyjsc do Purgeraju (koncertownia). Trafiłyśmy akurat na kapele ze Słoweni.. miejscami podobny klimat do H-Blockx. Ale tak w sumie to marnie dosy.. Warto było iśc z dwóch powodów. Pierwszy to nos wokalisty - Adrian Brody:D, (nie mogłam oderwac oczu. Od nosa), a drugi powód to perkmen. Taaaaaki żywioł!!!!! Jedno oko na nos, a drugie na perkmena. Ciężko, ale dałam rade. Okazało sie też, ze Catherina to niezłe ziółko musi byc (mówiłam, ze cicha woda!!!!) Studiuje we Florencji, i wynajmuje tam mieszkanie z 3 starszymi chłopami. Fajne to dziewcze, szkoda tylko, ze zostaje tu na miesiąc... Wrzucam kawałek koncertu, mam nadzieje że będzie śmigac. I kawe sobie kupiłam. Zapas z PL sie skończyl. I tragedia... pic sie tego nie da. Za cholere nie wchodzi.

poniedziałek, 17 marca 2008



Pierwsze arty onlajn:D Zbilam se nowego blejta dzis, i jutro moge juz pojechac z drugim obrazkem. Dobra tempo- jeden w ciągu 2 tygodni??? Szkoda że w Kato sie nie pracuje w takim tempie;D.. Wczorajsza Mocvara- rewela. Coś jak nasz rodzimy, Chorzowski Zanzibar, tylko bardziej HC. Pocisnełam z Pepitami, Zbyszkiem, i kruszyną z Włoch, ale na końcu dziewcze dało dupy... odprowadziła nas do Mocvary i cos tam zaczela jęczec, ze zjadła cos niedobrego i zle sie czuje. (Wspolczuje jej, bo jak wracala, to walneło mega gradem z nieba) Zbyszko tez cos nie w sosie byl, i caly czas wyglądał, jakby chciał sie powiesic. Pytam o co chodzi, ale nie chcial sie podzielic swoim problemem niestety. W efekcie o 22 kiedy zaczynal sie koncert, Zbyszko wrocil ładnie do akademika, bo...-jak sie okazalo- kobieta mu kazala (haha!!! Co sie z tymi chłopami dzieje???) Spotkałam Horkiego w środku, i jak poznałam go z Pepitami, pierwsze pytanie, to czy mają squot w Pradze:D Trza sie wybrac za tydzien do Mocvary na 80sy, maja zajebisty plakat z Michaelem Jacksonem reklamujący impreze. Pepity juz sa chetne na takie wyjacia, wiec jest dobrze. Spotkałąm dzis Zbyszka, i zrzucił wreszcie kamień z serca... Okazało sie ze jego laska jest w Paryzu, i on sie do niej wybiera w czerwcu, tylko zabukował tiketa nie w tym tygodniu kiedy ona ma wolne... Łączmy sie więc ze Zbyszkiem w bólu:P

niedziela, 16 marca 2008


Zbyszko z bogdanca zapukal do drzwi. Nowa zdobycz ze stołówki jest. Z Italii. Idziemy gdzies razem. Czekamy ze Zbyszkiem (chyba tak go zaczne nazywac). Pytam jaka jest. A little bit shy... Zjawia sie. Wyglada na 20 lat, zagubiona straszliwie. Przyjechala kilka godzin temu, nikogo nie zna, troszke zmęczona. Ma alergie na mąke. Ale rokowania czułam od początku dobre. Taka cicha woda. (Dzis popołudniu zapukała do mnie czy nie mam ochoty sie przejsc gdzies razem. Jasne. Okazalo sie ze tez ma 24 i zawsze pytaja ją o dowód.) Wczorajszego wieczoru dołączyliśmy do Mateusza z PL (niech zostanie w opowieściach Cipkiem) , który siedział otoczony wianuszkiem kobiet w pubie za rogiem. (hahah, prawie tak jakbym widziała Tryta!!! I tak samo pali cygarety!! Jak Tryt!! Trytu- pozdro!!!!) Kompania niewiast międzynarodowa, ale słysze zpolski głos. I nawet znajomy akcent nagle. I tu seprajz...: dziołcha z Rudy!!!!!!! Na drugim koncu świata. Hahaha!!!! Na zdjeciach uwiecznione zdobienia ścienne (mroczne jak cholera, buhahahaha), oraz my w składzie: Zbyszko z Bogdańca, Cipek i Katerina z Włoch. I SPUNK od zewnątrz.

sobota, 15 marca 2008


Ciąg dalszy. Dzis był wspólny trip na wystawe Chagalla. Ostatni dzień dzis, a do tego sobota, więc trafiliśmy na najgorszy moment. Umówilismy sie w centrum, i.. teraz ciekawostka: Na zdjeciu nr 1 od lewej: Matyas z Węgier, Franta i Jana z Czech. Ranatki nie ma, bo czekaliśmy na nią 15 minut. Na zdjęci numer 2 jestem ja przed kiblem w Muzeum gdzie był Chagall, a na zdjęciu nr 3 Jana, Franta i Matyas po wyjsciu z Muzeum. Renatki znowu nie ma, bo została daleko w tyle, i nie chciało nam sie na nią czekac. Jeszcze na koniec kilka interesujących linków:
http://www.youtube.com/watch?v=mrVjWZY-SPc Hladne pivo, czyli teledysk Rammstaina w wersji Chorwackiej.
http://www.youtube.com/watch?v=Kq38TaRmGjo EKV (to ze słoweni) warto przyjżec sie basiscie w okolicach 30-40 sekundy:) (AxloSlash???? hahaha)
Pozdro.

Maly rewju. Wczorajszego wieczora poznałam tajemniczego nieznajomego z Węgier (nie Bułgarii:)) Wracałam z wieczornego spaceru wzdłuż rzeki, a tu przed akademikiem na ławeczce znajoma twarz- chłop z Wrocka, Mateusz, z -jak sie okazało- drugim Mateuszem, a raczej Matyasem (tak poprawnie. Mateusz krajowy, mimo ze cipek niesamowwity, do do gadki wporzo całkiem. (Ma jazdy na punkcie higieny i czystosci. Chciałby zeby posciel w akademiku była zmieniana co tydzien, a podczas rozmowy o squocie, jedyne co mu przyszło do głowy, to zeby wtrącic uwage, ze w takich miejscach to różnie bywa z higieną.. Matyas mieszka z Mateuszem, więc pewnie będe miała za niedługo okazje popyta o szczegóły wspólnego pożycia::D) Jak zwykle nici wyszły z mojego grzecznego dotarcie do pokoju... zagarnelismy po drodze jakąs laske ze Słoweni, która ni halo po angielsku, więc Mateusz krajowy śmigał z nią po chorwacku, a ja miałam okazje przyjżec sie bliżej nowemu. Kumaty chłop jest, wygląda jak pieprzony Zbyszko z Bogdańca (wąsisko pierwsza klasa, hahahah), no i w końcu nie jestem najstarsza:D. Tez ma panne daleko daleko (jak wszyscy tu cierpiący...) Szczęsliwie gadka się kleiła, a kiedy poruszyliśmy temat Renatki... nic nie trzeba było mówic. Jest porozumienie!!!!! Na zdjęciach plakaty ogłaszające koncert Jasmina Stavrosa (ostatnimi czasy wielka miłosc mojego brata podobno) Młody- przyjezdzaj so siostry!!!! Stavros czeka!!!
Dla niewtajemniczonych: http://www.youtube.com/watch?v=Ur-LOgFUn2M&feature=related czyli wczesne lata Stavrosa. Nad Stavrosem plakaty Paprika Korps:D

piątek, 14 marca 2008


Dobre tramwaje tu maja. Nie ma rozkładów, a wszystko śmiga dosłownie co minute. Orbit tracą smak za to po 5 minutach. Trza chodzic na uczelnie. Zawsze jak sie wybiore, to dzien ma jakies nieoczekiwane zakonczenie:) Nastepny obrazek będzie z chorwackim znakiem i chorwackim napisem, bo ileż można w kółko tłumaczyc tego żurawia:D Rozmawiałam wczoraj poraz drugi z moim mentorem- prof. Roncevicem. Rozmowa w stylu: Jaki idzie??? - dobrze. To dobrze. Mam wolną ręke i dużo czasu. Usłyszałam w pracowni dobry chorwacki mjuzik. Chyba dobry przynajmniej na pierwszy rzut. Laufer sie nazywają. W drodze z uczelni do akademika zaskoczył mnie sms od Horkiego (Horki to taki chłop baryłka co jest aktywistą w tutejszym squocie, jakies tam akcje organizuje- marchewki zamiast bomb, czy cos tam). Wylądowałam w Studenckim Centrar na schodach na holu. Niezle śpiewaja chorwaci. Spiewny naród jak cholera. Na uczelni cały czas ktos spiewa. A w Studenckim Centrar spiewali kawałki z mjuzikalu Hair (od razu miałam comeback z ostatnich dni w polszy na plebiscytowaj:D)I to jak śpiewali!!!! łogień!! A przy okazji- poznalam wczoraj Ognia. Chlop co ma tak na imie.I nowe miejsce dobre poznałam. Nazywa sie Krivi Put, co oznacza tyle samo, co po angielskiemu Wrong Way. Na pierwszy rzut taka melina, cos w stylu Grosika, tylko jeszcze na scianach namalowane socjalistyczne wersje bohaterow kreskówek Disneya. ale w srodku.. Ella Fitzgerald z winyla i takie tam niuanse. Przydatny zwrot z wczorajszych lekcji chorwackiego: Daj mi piwo. Tak samo:D A przed sekundą spotkałam chłopa z Polszy, co tu jest tez na CEEPUSIE z Wrocka (studiuje serbski, taki cipek) i okazuje sie ze nawet on juz Węgra (nie Bułgara, sorry) pozna. Wszyscy juz wegra poznali. Ja sie chyba nie doczekam. Węgier- człowiek widmo.

środa, 12 marca 2008



Sie działo. Całkiem sporo nawet. Wczoraj wyskoczyła mi niezwykle urodziwa opryszczka- prawdopodobnie efekt uczulenia na Renatke. Bułgar juz przyjechał, ale dla mnie pozostaje dalej człowiekiem widmo. Moje przeczucia znowu sie sprawdziły: Renatka ma w koncu kolege do którego moze sie odezwac. Juz widziałam jakies karteczki w drzwiach po bułgarsku, i takie tam. Oczywiscie słodka Renia nie pomysli o jakims wspolnym wyjsciu, zeby inni tez mogli poznac Bulgara. Wczoraj mialam okazje nawet wyjsc sie pokazac i przywitac z nowym, slyszalam ich na korytarzu razem, ale jak slysze Renatke to mną trzepie. Serio. Dawno nikt tak na mnie nie działał. Wystarczy ze sie tylko odezwie (szczesliwie nie robi tego za czesto) to mną normalnie trzepie. Drgawek dostaje cholernych. Nabuzowana pocisnelam na uczelnie sie wyładowac, i juz myslałam, ze podłączenie do netu (w koncu!!!) będzie jedynym pozytywnym akcentem tego dnia, a tu.... seprajz!!! Juz zamykali uczelnie, gdy nagle zjawił sie jakiś chłop z pracowni obok. Piętro niżej jest pracowniana imprezka. Tłumaczyłam wszystkim co znaczy zdanie z obrazka "przebywanie w zasięgu pracy żurawia zabronione", poznałam Jeleny, Romany, Goranów, Marków, sączyliśmy Bambusa (nie banana) (tu sie tak nazywa mix czerwonego wina z Colą) i juz czułam ze znajduje wspólny język. W koncu ludzie z którymi czuje jakąs nic porozumienia!!! Myślałam że grzecznie pójde do akademika, a tu sie okazuje, ze ekipa jedzie na impreze reggae. No to pojechałam. Z łapami wyglądającymi jakbym je maczała w puszcze z czarną ftalą. Mały klub na przedmiesciach. Ba, na zadupiu raczej- blokowiska i pola dookoła. Mjuzik rewela, tańcowanie, jakis chorwacki blancik sie przewiną w tłumie...W sobote gra Paprika Korps...taki swojski akcent na obczyznie:) Ekipa juz ma przygotowaną całą liste z chorwackim mjuzikiem, którego musze spróbowac, jakies plany nawet nieśmiałe się zaczeły kulac apropo tripu na stopa, na wybrzeze razem:) Może przestane w końcu jęczec??? Ps. Dobre znaki tu mają (vide: zdjecie u góry)

poniedziałek, 10 marca 2008

Integracja in progressss....


Na wstepie info dla wszystkich ktorzy pisza do mnie na gg i mysla ze ich olewam, bo nie odpisuje- mialam instalnietego gadulca na laptoku pepitow na moment, i zapomnialam odinstalowac. Jak pepity odpalaly kompa, gadu sie uruchamialo, a mnie tam nie bylo. Sory. Drugie info- oczywiscie zapomnialam wczoraj aparatu zabrac, i takie pamietne chwile jak wczorajsza intergracja nie zostaly uwiecznione, wiec w zamian zdjecie Barbie wrozki z wystawy optyka. Wczoraj znowu postanowilam zabawic sie w pieprzonego wodzireja, i powtykalam w drzwi pepitow i Renatki info ze idziemy gdzies razem. Wyladowalismy w Hard Rocku, gdzie przywitalo nas deep purple z glosnikow. Ceny za to porazajace. Gadki z pepitami o czeskim kinie, Renatka oczywiscie nic nie kumala. Ja wiem ze nie kazdy musi smigac w miare komunikatywnie po angielsku, ale po cholere puszczaja takich ludzi na wymiane>> Nie ma gadki z ta kobieta, i tyle. renatka pod gilontne!!! Najgorsze jest jednak to, ze dzis ma sie pojawic ten chlop z Bulgarii, i uswiadomilam sobie, ze to wcale deska ratunku nie bedzie, bo Renatka w Rumunii tez mowi sobie po Bulgarsku, wiec znowu zostane sama.. Pepity se beda smigac po pepicku, a Renia z Bulgarem po Bulgarsku. Tyle. Ech... ok. Zamnienilismy Hard rocka na jakis tutejszy lekko zmelinialy piwowar. Na ogromnych beczkach z piwskiem siedzial wypatroszony niedzwiedz, a sciane obok ozdabial mis, prawie zywcem wziety z naszego Misia. Ciemne dobre piwo. Wieczor zakonczyl sie w pokoju pepitow i okazalo sie ze na przeciwko ich pokoju mieszka chlop z Polski!!! Ha!! A z ciekawostek jezykowych- jak chorwaci mowia kurzisz- znaczy to tyle samo co u nas- czaisz?? No i oczywiscie volim te... czyli kocham cie. Lubie sie przygladac bardzo ludziom na uliach, bo strasznie ladni sa wszyscy. Ladny narod, i tyle. A z Laurka tez jakos tak coraz luzniej... wczoraj podczas lanczu dowiedzialam sie ze Laurka tez jest skorpionem!!!!! Pieknie!!!

sobota, 8 marca 2008

pierwszy weekend na obczyznie


Nie ma zle!! wczoraj postanowilam zadzialac, i poslalam do pepitow, i slodkiej Renatki sms, ze trza cos chlapnac w koncu. Nawet spotkalam sie o dziwo z pozytywna reakcja. Ja postawilam na stol zobrowke, pepity stocka a slodka Renatka przyniosla pudelko rafaello. . Calkiem przyjemnie bylo nawet. Popatrzelismy sobie na jutjuba, Dowiedzialam sie ze Karel Gott jest kolega Heleny Vondrackowej, Ze w Palace Akropolis W Pradze gral niedawno Gwar http://pl.youtube.com/watch?v=ScA7vDC2u10 no i dowiedzialam sie jeszcze ze dupa po rumunsku znaczy za pozno. A nie pozniej. <-Szymon, to do ciebie>. Z ciekawostek jezykowych, jak ide do menzy i jest zupa, to pisze na karteczce JUHA... Ale niezle te juhy tu maja, nie narzekam. Dzisiejszy dzien od poczatku stal pod nakiem zapytania, bo to w koncu pierwsza bobota, a w dodatku dzien kobit.. i co tu robic w taki wieczor... za dnia wiedzialam ze jakos sobie poradze, poszlam na targ staroci, i tak sie powluczyc po centrum, ale perspektywa wieczora mnie lekko przezrazala... Postanowilam skosztowac w koncu tutejszego wina i odwiedzic Jezioro Jarun. No i przyszlo zbawienie, bo kiedy juz bylam gotowa do wyjscia, Laurka zapytala czy mam jakies plany... Zaliczylysmy jezioro , poczym zahaczylysmy o mieszkanie jej siostry, gdzie aurat byla biba-chlopy swietowaly jakas obrone dyplomu. Masakra. To wygladalo jak biba z Undergroudu na serio. Same Marko Dreny, rakija na stole spiewy smutnych regionalnych piesni, pikantne zarty... ale biba jak biba, znowu sie poczulam jak w domu... tylko wszyscy juz na innej fali lecieli troszke. Ale wysciskalimy sie, jak brat z bratem. A!!! i dowiedzialam sie jeszcze , ze Kusturica to asshole. Tyle na dzis.

czwartek, 6 marca 2008

eee tam... jeszcze troche, trza korzystac.




Slucham chorwackiego oldskul rocka z radia... nawet rozumiem co drugie slowo.. latwo sie dogadac generalnie... jak cos nie halo po angielsku, wtedy myk z polski slowkiem i chorwaci kumaja od razu... najbardziej lubie panow technicznych z uczelni.. takie stare chlopiska z wasiskami... ja im po polskiemu, oni do mnie po chorwacku i czujemy nic porozumienia. Nauczylam sie juz ladnie mowic dziekuje- hvala, dziendobry- dobar dan, dowidzenia- dovidenja, czesc-bok prosze- molim. Przeklinac jeszcze nie umiem, i brzydkich slow tez nie znam, ale wszystko w swoim czasie. Smiejemy sie z pepikami, ze przy uczelni jest krematorium- cosik tam pala zawsze i dym z komina idzie caly dzien. Franta ktory jest na rzezbie mowi, ze tam pala stare rzezby, ale ja nie wierze... W ogole to tu jest finansowy raj... zarlo mam z x-ica za psia kase... wypasiony obiad za 3 zeta jakos, kranowe mozna pic bo jest bez syfu, materialy na uczelni ze free wiekszosc sie dostaje, wiec cala reszta kun, ktore dostaje co miesiac z banku moge przebimbac... Juz widzialam buty, ktore musze miec... no i w koncu trza rakiji sprobowac!!!!!! Tynsknia troszke do polszy....

Wieczorny trip



Wrcilam wlasnie z wieczornej eskapady zakonczonej nerwowym poszukiwaniem sklepcu nocnego w okolicach akademika. Nie ma. Dupa... Laurka w iscie szampanskim nastroju minela sie ze mna w drzwiach i poszla w tango. Owocem dzisiejszego spaceru sa znalezione nowe znaki drogowe... idealne do obrazkow. Juz mi sie chce robic- taaaakie fajne sa. Jako ze nie ma kto mi robic zdjec, zrobilam se sama. Postanowilam kolo 20 zapukac do pepitow czy ida ze mna zobaczyc co sie dzieje w centrum, a tu sie okazuje ze laska juz spi.... Jak tak mozna?? Wymyslilam dzis druga opcje w razie, gdyby chlop z Bulgarii okazal sie tez niewypalem, i mialabym dalej egzystowac tak jak teraz.... - bede se smigac tramwajami!! Mam juz tiketa, to moge. Moj ulubiony przystanek po drodze na uczelnie to Trg Generala Tita. az korci zeby jeszcze raz andergraunda zobaczyc...

Dobra, nie marudze, bo to dopiero pierwszy dzien kontaktow miedzyludzkich na uczelni. Dalej wrzucam fote placu z pomnikiem chlopa na konu- to ten glowny plac co jest na wszystkich pocztowkach i folderach. Tam siedzialam pierwszego dnia, kiedy jeszcze swiecilo slonce , i bylam pod wrazeniem tutejszej kultury spozywania alko w miejscach publicznych. Nawet starsze dystyngowane panie poijaly likierek!!!! Postanowilam wiec zsolidaryzowac sie z narodem i wygrzewalam sie na sloncu... Obcykana tez mam trase nad rzeka juz . Masa ludzi tu jogginguje, wiec jak tak dalej bedzie, to cos czuje ze jakas opcja na spedzanie wieczorow juz sie rysuje przed oczami....ha ha ha... A!! I zapomnialam na poczatku napisac, ze laska z ktora mieszkam ma na imie Laurka. Ladnie. I akademiki tez jakies takie dziwne..cicho tu na korytarzach, czysto, wszyscy sie ucza wieczorami.. nie to co u nas... na szczescie jak znudzi mi sie jogging nad rzeka, mamy tu blisko ogromne jezioro Jarun, z plaza nawet, wiec jak sie zrobi cieplo, to bedzie lezakowanie!!!!!!! Na poczatek wystarczy... Do nastepnego.

Ciezkie poczatki na wygnaniu


Jedziemy z blogiem, co bym nie musiala puszczac hurtem maili, a co gorsza/ klepac po powrocie tych samych historii, zapominajac o najwazniejszych rzeczach. Na zdieciu po prawicy jest hotel w ktorym spalam w Wiedniu z Tajwanczykami, czy moze Tajlandczykami... nie wiem- ale na bank wiem ze byli przedstawicielami AMILO w Ostrawie i wlasnie jechali na wycieczke do Wiednia, i tak samo jak ja utkneli w jakiejs cholernej strefie przedwichurowej... Gadki w przedziale jak zywcem wziete z jakiegos programu pt. Rozmwki angielskie dla podroznych. Azjaci okazali sie naprawde do rany przyloz, nie zgwalcili, i nie zamordowali, i nie okradli. Ba!! Nawet postawili zarcie w jakiejs koszmarnej restauracji gdzie wyla caly czas opera z glosnikow, a kelner wygladal jak faszysta z ukrytymi dewiacjami... No. Rano wsiadlam w pociag i dojechalam w koncu na miejsce. Dokulalam sie do tramwaju i zapytalam jakiegos dzieciaka gdzie tu sie tikety kupuje. Dowiedzialam sie ze mam to chrzanic, i ze kobuchow tu raczej nie ma, i od razu poczulam sie swojsko. Dalsza podroz do akademika i zakwaterowanie w nim poszlo niezwykle gladko. Mam idealna wspolokatorke- wychodzi rano, wraca w nocy, jest przemila i przeambitna, studiuje medycyne, i mam wrazenie ze gadki ze mna traktuje jako dobra opcje na podszlifowanie jezyka. Ja traktuje tak samo. Bo ekipa ceepusowcow nie za ciekawa. Czekamy jeszcze na chlopa z Bulgarii co ma dojechac, i bedzie nas w sumie 5. Malo..... Nikt nie chce isc na piwo, jakos ciezko sie jest zebrac do kupy, a tymbardziej pogadac jakos normalnie... nie wiem o co chodzi. w kazdym razie zestaw polskiego turysty sie przydal. A ta zubrowke ktora tachalam ze soba tyle kilosow to se na mogile chyba postawie... Licze na to ze na uczelni sie sytuacja jakos ciekawie rozwinie... Uczelnia klimater prawie to samo co u nas, od razu wywalili mnie ze sprzetem na korytarz, jak zobaczyli czego uzywam do malowania... A cisnienie mi sie najbardziej podnioslo jak panienaka z miseczka salatki wegetarianskiej tlumaczy mi, ze substancje zawarte w rospuszczalnikach podczas wdychania przedostaja sie do krwi, i dalej do mozgu, i to jest bardzo niezdrowe. AAAAAAAAA!!!!!!!