


Dla niewtajemniczonych- choróbsko mnie zatrzymalo w Zagrzebiu na majówke.. Po 3 dniach lezakowania stwierdzilam, ze starczy i smignełam ze Zbyszkiem w Góry. Plan wycieczki nie został do końca zrealizowany niestety.. wszystko szło dobrze, aż do ostatniego etapu, kiedy to okoazało sie, ze żiczara (czyli kolejka która mielismy wjechac na ostatnim etapie trasy na sam szczyt) nie dziala.. A co za tym idzie- nie wypiliśmy Ożujska na szczycie, które cały czas było obierane za główny cel całej wyprawy..:( Mimo wszystko, chyba za duzo oxydżenu, bo wróciłam tak cholernie dotleniona, ze nic tylko walnac sie w kime.. Na pikczersach Zbyszko przemawiający do maszyny do oglądania widoków, jakieś instalacje-rzezby z Medvedgradu. I Medvedgrad. I cały czas mielismy schize, ze spotkamy Renatke ze znajomymi, bo jak nas sluchy doszly, też sie wybierała. ...Dusza na ramieniu:D